||

ŻYCIE Z MARYJĄ – Cz. 1 wstęp

Na podstawie poradnika doskonałego przylgnięcia do Maryi ojca Huberta Marii Gebharda, opracowanie i tłumaczenie z języka włoskiego Mikołaj Gacek, Wydawnictwo Montfort, Częstochowa 2023

„Najwięksi święci, dusze najbogatsze w łąskę i cnotę, modlić się będą najusilniej do Najświętszej Dziewicy i ciągle będą się w Nią wpatrywać, jako doskonały wzór do naśladowania i potężną pomoc we wszelkich potrzebach (Traktat 46).

Od czego zacząć?
Pierwszym poleceniem św. Ludwika jest, by zawsze wpatrywać się w Najświętszą Maryję Pannę.  Wszyscy żyjemy wśród ludzi, mieszkamy z innymi, pracujemy. Dlaczego w życiu duchowym mamy kroczyć sami? Dlaczego nie zadbamy o stałą obecność Maryi? Z Jej strony ta obecność zakłada macierzyńską troskę o nas. Ona nas zna, chroni, kocha. Jak byłoby pięknie , gdy z naszej strony też było takie stałe zapatrzenie w Nią.

Tydzień 1 i 2
1. Gdy wiemy, że patrzy na nas ktoś ważny, automatycznie zachowujemy się inaczej. Staranniej dobieramy słowa, bardziej pilnujemy reakcji, mniej pozwalamy sobie na bylejakość. Tymczasem większość z nas żyje tak, jakby życie duchowe było czymś odłączonym od codzienności. Modlitwa jest rano, różaniec wieczorem, a pomiędzy nimi „normalne życie”. A przecież właśnie tam rozstrzyga się świętość. Nie podczas wielkich rekolekcji. Nie podczas wzniosłych uniesień. Ale wtedy, gdy po raz setny odpowiadamy komuś w domu. Gdy komentujemy czyjeś zachowanie. Gdy piszemy wiadomość pod wpływem emocji. Św. Ludwik nie proponuje nam życia pod nadzorem. Proponuje życie w obecności. To ogromna różnica. Maryja nie stoi obok z notesem, zapisując nasze potknięcia. Ona stoi obok jak Matka, która widzi więcej niż my sami. Widzi nie tylko słowa, które wypowiadamy, ale też zranienia, z których te słowa czasem wypływają. Widzi nasze zmęczenie, pychę, lęk, potrzebę bycia docenionym. I może dlatego tak trudno czasem pamiętać o Jej obecności. Bo gdy naprawdę uświadomię sobie, że Ona jest obok, nagle przestaję zadawać pytanie: „Czy wolno mi to powiedzieć?” Zaczynam pytać: „Po co chcę to powiedzieć?” A to już dużo głębszy rachunek sumienia. 🌹

++++++++

2. Spróbuj dziś wyobrazić sobie jedną rzecz. Jeśli Maryja rzeczywiście jest przy Tobie przez cały dzień, to znaczy, że widzi nie tylko Twoją modlitwę. Widzi też to, jak traktujesz ludzi. Jak reagujesz, gdy ktoś Ci przeszkadza. Jak mówisz o innych, kiedy ich nie ma. Jak zachowujesz się wtedy, gdy nikt nie patrzy. I właśnie tutaj zaczyna się problem. Bo wielu z nas chciałoby Maryję przy różańcu, przy Mszy Świętej, podczas pielgrzymki. Znacznie trudniej zgodzić się na Jej obecność podczas kłótni, zakupów, pracy, zmęczenia czy przeglądania telefonu. A przecież Maryja nie jest gościem zapraszanym od czasu do czasu. Jest Matką. I albo jest obecna w całym naszym życiu, albo stworzyliśmy dla Niej jedynie mały religijny kącik, do którego zaglądamy wtedy, gdy mamy ochotę. Może więc drugi tydzień tych ćwiczeń warto rozpocząć od uczciwego pytania: Czy naprawdę chcę żyć z Maryją, czy tylko od czasu do czasu o Niej pamiętać? Bo między jednym a drugim jest ogromna różnica.

W tygodniu pierwszym ćwiczeń życia z Maryją :

Poniedziałek / wtorek

Będę uświadamiać sobie stałą obecność Maryi przy mnie i przyzwyczajać się świadomie do tej obecności.


Środa / czwartek

  1. Będę  nadal uświadamiać sobie stałą obecność Maryi przy mnie i przyzwyczajać się świadomie do tej obecności.
  2. Jak tylko sobie to uświadomię, okażę swój szacunek, będę kontrolować swoje zachowanie, wypowiadane słów – mając cały czas w głowie, że Ona widzi i słyszy – a pragnę być godnym Jej macierzyństwa i opieki.

Piątek / sobota

Czym jest wstyd? To jedno z najbardziej nieprzyjemnych uczuć, jakich doświadcza człowiek. Nagle robi się gorąco. Serce przyspiesza. Człowiek chce uciec, schować się, zmienić temat albo szybko znaleźć usprawiedliwienie. Niektórzy spuszczają wzrok. Inni zaczynają się tłumaczyć. Jeszcze inni atakują, bo łatwiej obronić się gniewem niż stanąć w prawdzie. Wstyd pojawia się wtedy, gdy na chwilę pęka obraz, który zbudowaliśmy o sobie. Może od dawna wiem, że powinienem coś zmienić. Pewne zachowanie, sposób mówienia, relację, przyzwyczajenie. Ale odkładam to na później. Tłumaczę sobie, że jeszcze nie teraz, że nie jest tak źle, że inni mają gorzej. Może noszę jakąś maskę tak długo, że sam zacząłem wierzyć, iż jest moją prawdziwą twarzą. Jestem przekonany, że mam rację. Że to inni nie rozumieją. Że problem leży po ich stronie. A może zbyt łatwo oceniam ludzi. Patrzę na czyjeś decyzje i myślę: „Ja bym tak nie zrobił”. Tylko czy naprawdę wiem, co ten człowiek przeżył? Jakie nosi rany? Jakie ma możliwości? Jakie ciężary dźwiga każdego dnia? Ocena jest łatwa. Zrozumienie wymaga miłości. Dlatego warto dziś zatrzymać się przy pytaniu o Maryję. Nie po to, by wyobrażać sobie surowy sąd. Maryja nie jest oskarżycielem. Jest Matką. Ale gdybyś spojrzał na siebie Jej oczami, co byś zobaczył? Gdzie dostrzegłaby dobro, które próbujesz ukryć pod nieustanną krytyką siebie? A gdzie zobaczyłaby miejsca, które od dawna proszą się o zmianę, ale ciągle słyszą od Ciebie: „Jeszcze nie teraz”? Przy Maryi człowiek staje się lepszy nie dlatego, że się boi. Staje się lepszy dlatego, że w końcu przestaje uciekać przed prawdą. Św. Ludwik pisał o Maryi jako o „Formie świętych”. Tak jak metal wlany do formy przyjmuje jej kształt, tak dusza żyjąca blisko Maryi zaczyna powoli przyjmować Jej sposób patrzenia, myślenia i kochania. Może więc zanim spojrzysz dziś na innych, najpierw zdejmij własną maskę i stań przed lustrem. Tam zwykle zaczyna się prawdziwa przemiana. 🌹 🩵 📍

  1. Będę  nadal uświadamiać sobie stałą obecność Maryi przy mnie i przyzwyczajać się świadomie do tej obecności.
  2. Jak tylko sobie to uświadomię, okażę swój szacunek, będę kontrolować swoje zachowanie, wypowiadane słów – mając cały czas w głowie, że Ona widzi i słyszy – a pragnę być godnym Jej macierzyństwa, i opieki.
  3. Skupię się na pytaniu: czy nie muszę wstydzić się Jej obecności, a jeśli musiałem to w którym momencie dziś konkretnie?

Niedziela: zastanowię się ponownie nad wszystkimi kwestiami tego tygodnia i popracuję nad tym, co sprawiło mi największą trudność.

Św. Ludwik nie znosił pobożności powierzchownej. Dla niego liczyła się przemiana serca, a nie samo wykonanie praktyki. Dlatego kończąc ten tydzień, nie pytaj przede wszystkim, czy wykonałeś wszystkie ćwiczenia. Zapytaj raczej: Czy Maryja stała się przez ten tydzień bardziej obecna w moim życiu? Czy częściej pamiętałem, że jest przy mnie? Czy choć raz zatrzymałem się przed jakimś słowem lub działaniem ze względu na Jej obecność? Czy zacząłem żyć mniej samotnie? Bo celem tych ćwiczeń nie jest myślenie o Maryi. Celem jest nauczyć się żyć z Maryją. 🌹

W drugim tygodniu spróbuję wszystkie trzy ćwiczenia wykonywać razem każdego dnia.

Dwa tygodnie tych samych ćwiczeń mogą rodzić pytanie: po co wracać do tego samego? Św. Ludwik doskonale rozumiał, że prawdziwe życie z Maryją nie zaczyna się od zachwytu, ale od wyrobienia w sobie nowego sposobu patrzenia. Człowiek przez lata przyzwyczajał się żyć sam. Sam podejmować decyzje. Sam oceniać. Sam rozwiązywać problemy. Sam kierować swoim życiem. Tymczasem Maryja przychodzi bardzo dyskretnie i uczy czegoś zupełnie innego — życia w zależności od Boga. To właśnie dlatego tak często zatrzymujemy się na poziomie praktyk. Łatwiej odmówić modlitwę niż oddać swoją wolę. Łatwiej pamiętać o Maryi przez chwilę niż pozwolić Jej wpływać na swoje decyzje. Warto więc dziś spojrzeć głębiej i zapytać nie tyle, czy Maryja była obecna przy mnie, ale czy ja zacząłem robić dla Niej miejsce w sobie. Czy jest we mnie mniej pośpiechu w osądzaniu? Mniej potrzeby stawiania na swoim? Mniej przekonania, że zawsze wiem lepiej? Bo prawdziwa obecność Maryi nie objawia się przede wszystkim w uczuciach. Objawia się w coraz większej pokorze serca.

Tydzień 3 i 4

„Trzeba wszystko czynić z Maryją, to znaczy we wszystkich pracach należy spoglądać na Maryję, jako na idealny wzór wszelkiej cnoty i doskonałości, ukształtowany przez Ducha Świętego w czystym stworzeniu, by naśladować go na miarę naszych ograniczonych możliwości. Musimy zatem przed każdym czynem zastanowić się, jak postępowała Maryja lub jakby postąpiła, gdyby była na naszym miejscu” (Traktat 260)

Jeśli z kimś współpracuję, to nie wystarczy tylko obecność tej drugiej osoby. Trzeba jeszcze się komunikować, uzgadniać wiele kwestii, a już na pewno te najważniejsze. Pytamy więc o Radę, bo Jest Matka Bożą Dobrej Rady, pytamy o zgodę na działanie, patrzymy na Nią jak na wzór.

Czy Maryja odpowiada na te pytania?  Mamy Ewangelie, nauczanie Ojców Kościoła, Tradycję… widzimy jak postępowała i co mówiła… a w sytuacjach, o których nie przeczytamy, to możemy się domyślać – Pneumatofora – Niosąca Ducha Świętego, Najlepsza Uczennica Chrystusa, Umiłowana Córka Ojca – jaki duch przenikła Jej cnoty?

+++++++

 Czy kiedykolwiek przyszła Ci do głowy myśl: „Zawierzyłem się Maryi, modlę się, staram się żyć po Bożemu, a moje życie wcale nie stało się łatwiejsze…”. To jedno z tych pytań, których wielu wierzących boi się wypowiedzieć na głos. Bo przecież się modlę. Chodzę do kościoła. Odmawiam różaniec. Zawierzyłem się Maryi. Staram się żyć po Bożemu. A jednak problemy nie znikają. Choroba nadal jest chorobą. Długi nadal trzeba spłacać. Dziecko nadal nie wraca do Boga. Małżeństwo nadal przeżywa kryzys. I wtedy pojawia się myśl, której często się wstydzimy: „Boże, przecież staram się być blisko Ciebie. Dlaczego więc nie jest łatwiej?” To ciekawe, że podobne pytanie przewija się przez całe Pismo Święte. Abraham otrzymuje obietnicę potomstwa, a później ma oddać swojego syna. Józef słyszy zapowiedź wielkich rzeczy, a trafia do studni i więzienia. Dawid zostaje namaszczony na króla, ale przez lata musi uciekać jak ścigany przestępca. Maryja słyszy od anioła, że Jej Syn otrzyma tron Dawida i będzie panował na wieki, a kilkadziesiąt lat później stoi pod Krzyżem i patrzy, jak ten sam Syn kona między złoczyńcami. Największe próby wiary nie przychodzą wtedy, gdy Bóg milczy. Największe próby przychodzą wtedy, gdy rzeczywistość wydaje się przeczyć temu, co Bóg wcześniej obiecał. Może właśnie dlatego święci tak często mówili o oczyszczeniu. Św. Jan od Krzyża pisał o „nocy ciemnej”, w której Bóg uczy człowieka opierać się nie na własnych odczuciach, ale na Nim samym. Św. Ojciec Pio mówił, że dusze szczególnie umiłowane przez Boga przechodzą szczególne doświadczenia. Nie dlatego, że Bóg lubi cierpienie. Dlatego, że chce doprowadzić człowieka do głębszej miłości. A może problem polega na tym, że czasem mylimy zawierzenie z kontraktem. Modlę się, więc oczekuję rozwiązania problemów. Jestem wierny Bogu, więc oczekuję spokojnego życia. Tymczasem ani Jezus, ani Maryja nigdy tego nie obiecali. Maryja nie została zachowana od Kalwarii. Im bliżej była Jezusa, tym głębiej uczestniczyła w Jego losie. Nie każde cierpienie ma też to samo źródło. Czasem jest próbą wiary. Czasem konsekwencją naszych błędów. Czasem skutkiem cudzych decyzji. Czasem elementem duchowej walki. Jeśli przez lata żyłem lekkomyślnie, Bóg może nie usunąć od razu skutków moich decyzji, ale nauczyć mnie odpowiedzialności. Jeśli zaniedbywałem relacje, może najpierw nauczyć mnie pokory. Jeśli otworzyłem drzwi grzechowi, może najpierw trzeba je zamknąć. A czasem nie otrzymamy pełnego wyjaśnienia po tej stronie wieczności. Hiob go nie otrzymał. Apostołowie nie rozumieli Wielkiego Piątku, gdy go przeżywali. A jednak zaufali. I może właśnie tutaj kryje się najtrudniejsza lekcja zawierzenia. Nie w pytaniu: „Dlaczego mnie to spotkało?”, ale: „Czy nadal będę ufał Bogu, jeśli nie dostanę odpowiedzi?”. Bo być może największym owocem zawierzenia nie jest życie bez problemów. Być może największym owocem zawierzenia jest serce, które potrafi powiedzieć: „Maryjo, nie rozumiem, ale nadal wierzę, że prowadzisz mnie do Jezusa”. I właśnie tego uczą nas zawierzenie oraz nasze ćwiczenia życia z Maryją. Nie są drogą do życia bez krzyża. Są szkołą zaufania. A szkoła Maryi potrafi być wymagająca. Bardzo wymagająca. Nie uczy bowiem, jak uniknąć krzyża, ale jak nieść go razem z Jezusem. 🌹 🌹

W trzecim tygodniu ćwiczeń życia z Maryją:

Poniedziałek/wtorek

  1. Zastanowię się, czy naprawdę chce być takim/ taką jak Ona? Czy pragnę naśladować Jej cnoty? Co mnie do tego motywuje (nawiązanie do poprzedniej części), po co?

    Przez te dni ćwiczymy uświadamianie sobie obecności Maryi. Warto jednak dziś spojrzeć na to ćwiczenie z zupełnie innej strony. Nie pytać tylko, czy pamiętałem o obecności Maryi, ale czy Maryja naprawdę jest obecna w moim życiu. To bardzo wymagające pytanie, ponieważ obecność oznacza dostęp. Jeśli ktoś jest naprawdę obecny w naszym życiu, ma wpływ na nasze decyzje, wybory i sposób postępowania. Czy Maryja ma dostęp do moich planów, do moich pieniędzy, do sposobu, w jaki traktuję najbliższych, do tego, czym karmię swój umysł i serce? Czy pytam Ją o radę tylko w trudnych chwilach, czy również wtedy, gdy wszystko układa się dobrze? Św. Ludwik nie proponuje pobożności polegającej na okazjonalnym przypominaniu sobie o Maryi. Wie, że można odmawiać piękne modlitwy, nosić medalik, należeć do wspólnoty, a jednocześnie zachować dla siebie te obszary życia, których nie chcemy oddać Bogu. Pod Krzyżem Jezus powiedział do św. Jana: „Oto Matka twoja”. W języku greckim Ewangelia mówi następnie, że uczeń „wziął Ją do siebie”, dosłownie: do tego, co było jego własnością, do swojego życia. 🌹

Środa/ Czwartek

  1. Zastanowię się, czy naprawdę chcę być takim/ taką jak Ona? Czy pragnę naśladować Jej cnoty? Co mnie do tego motywuje (nawiązanie do poprzedniej części), po co?
  2. Będę powtarzać za Janem Damasceńskim, który mówi o świętych: „Kto ich czci, powinien ich naśladować; a jeśli nie chce, nie powinien ich w ogóle czcić” . Nabożeństwo, które nie prowadzi do naśladowania jest fałszywe.

Piątek/sobota

  1. Zastanowię się, czy naprawdę chcę być takim/ taką  jak Oną? Czy pragnę naśladować Jej cnoty? Co mnie do tego motywuje (nawiązanie do poprzedniej części), po co?
  2. Będę powtarzać za Janem damasceńskim, który mówi o świetych: „Kto ich czci, powinien ich naśladować; a jeśli nie chce, nie powinien ich w ogóle czcić” . Nabożeństwo, które nie prowadzi do naśladowania jest fałszywe.
  3. Zacznę na poważnie studiować Ewangelię, Ojców Kościoła i świętych. Zacznę z tych źródeł poznawać Maryję. Bo nie można  za bardzo  kochać kogoś kogo się nie zna, a już na pewno nie można go naśladować.

Niedziela

Nabożeństwo, które nie prowadzi do naśladowania jest fałszywe. Szatan nie ma nic przeciwko temu, żebyśmy podziwiali świętych. Bylebyśmy ich nie naśladowali. Można zachwycać się pokorą Maryi i nadal pielęgnować własną pychę. Można mówić o Jej ufności, a przy pierwszej trudności wpadać w lęk i narzekanie. Można kochać Jej czystość, a jednocześnie nie walczyć o czystość własnego serca. To dlatego święci tak mocno podkreślali, że prawdziwa cześć zawsze prowadzi do naśladowania. Bo ostatecznie nie chodzi o to, czy Maryja jest dla mnie ważna. Pytanie brzmi: co w moim życiu jest dziś bardziej podobne do Maryi niż rok temu? 🌹

Niedziela: zastanowię się ponownie nad wszystkimi kwestiami tego tygodnia i popracuję nad tym, co sprawiło mi największą trudność. Ale przede wszystkim utrzymam swoją wierność postanowieniu poznawania Maryi.  Zacznę od Ewangelii św. Łukasza, bo to maryjna ewangelia, ale Jeśli mam już trochę wiedzy to mogę zacząć czytać Ojców Kościoła i maryjnych świętych, a może i dokumenty Kościoła?

Polecamy nasze wpisy:

„W szkole Maryi” – Konferencje o. Michała Nowaka – Stowarzyszenie Maryi Królowej Serc
„Słówko o Maryi” – o. Mirosław Adaszkiewicz – Stowarzyszenie Maryi Królowej Serc
Nauczanie Kościoła – Stowarzyszenie Maryi Królowej Serc
Objawienia i tytuły Maryjne – Stowarzyszenie Maryi Królowej Serc
Warto wiedzieć – Stowarzyszenie Maryi Królowej Serc

Przez te dwa tygodnie dotykaliśmy bardzo ważnego przejścia: od pobożności do podobieństwa. Bo można kochać Maryję, modlić się do Niej, czytać o Niej i nadal pozostać człowiekiem, którego decyzje, słowa i reakcje niewiele mają wspólnego z Jej duchem. Św. Ludwik prowadzi nas dalej. Nie zatrzymuje przy zachwycie nad Maryją, ale pyta, czy chcemy pozwolić, aby Jej sposób życia zaczął przenikać nasz własny. To dlatego tak ważne było poznawanie Maryi nie tylko sercem, ale również rozumem. Ewangelia, Ojcowie Kościoła i święci chronią nas przed tworzeniem Maryi „po swojemu”: wygodnej, sentymentalnej, dopasowanej do naszych oczekiwań. Prawdziwa Maryja jest Matką czułą, ale także wymagającą. Nie prowadzi nas do lepszego samopoczucia, ale do Jezusa. Może więc owocem tych tygodni nie musi być wielkie odkrycie ani mocne przeżycie. Może wystarczy jedno uczciwe rozpoznanie: gdzie moja pobożność do Maryi jeszcze nie stała się podobieństwem do Niej? 🩵🩵

/ ENF i AB/ kopiowanie jakichkolwiek fragmentów tylko z podaniem źródła.

Podobne wpisy

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *